Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
107 postów 261 komentarzy

Bloger Sek

Sek - Polityka została wymyślona po to, aby kłamstwo brzmiało jak prawda. - George Orwell

Recenzja powieści "Odległe Rubieże" Vladimira Wolffa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W przerwie od natłoku codziennych zajęć udało mi się sięgnąć po najnowszą, piątą już powieść polskiego pisarza tworzącego pod pseudonimem Vladimir Wolff.

Vladimir Wolff zyskał uznanie czytelników dzięki swoim czterem powieściom z gatunku technothrillerów. Jednak tym razem nie poznamy kolejnych losów kapitana Andrzeja Wirskiego, ba - po raz pierwszy u Wolffa akcja nie będzie działa się w czasach bliskich współczesności. Tym razem autor przeniesie swoich czytelników w dość odległą przeszłość, do roku 1939, kiedy to powinna wybuchnąć II wojna światowa. No właśnie powinna…

Jest sierpień 1939 roku, w zamachu na swoje życie ginie Führer tysiącletniej Rzeszy. Diametralnie odwraca to sytuację w Europie. Adolfa Hitlera na stanowisku kanclerza zastępuje nie kto inny, tylko Herman Goering, który nie jest przychylnie nastawiony do ofensywy na Polskę. II Wojna Światowa nigdy nie wybuchła. Jednak zagrożenie dla niepodległej Polski nie mija. Inny odwieczny wróg Rzeczpospolitej, przywódca ZSRS Józef Stalin decyduje się raz jeszcze podjąć próbę przeniesienia ognia bolszewickiej rewolucji na Europę. Na drodze Armii Czerwonej stoi jednak Polska – jest rok 1941.

Według autora te dwa lata pozwalałyby Polsce wzmocnić swoje siły (między innymi poprzez zakup nowoczesnego sprzętu na zachodzie) do tego stopnia, by zatrzymać prące ze wschodu siły sowieckie. Nie jestem tym argumentem przekonany, uważam, że bez wsparcia z zachodu armia sowiecka zgniotłaby nas w ciągu maksymalnie kilku tygodni. Wizja autora jest całkowicie inna i nie ma żadnego znaczenia, czy się z nią zgadzam, czy też nie, pozostaje mi ją uszanować.

Głównym bohaterem powieści jest por. Marek Bagiński inżynier, pilot, mistrz bokserski, który wbrew swoje woli zostaje wplątany w działalność wywiadowczą i przeniesiony do polskiej ambasady w Moskwie, gdzie przypadkowo w jego ręce trafiają plany inwazji ZSRS na Polskę. Naiwne? Trochę tak. Uzyskane plany pozwalają w przynajmniej minimalnym stopniu przygotować się do obrony, później pozostaje już tylko oczekiwanie na zbliżający się cios.

Autor przyzwyczaił czytelników do obserwowania akcji z perspektywy bohaterów obu stron konfliktu. Tym razem nie jest inaczej, odwiedzimy gabinet Rydza-Śmigłego, Kreml, polską ambasadę w Moskwie czy sztaby poszczególnych jednostek. Przebieg walk natomiast będziemy obserwować z perspektywy dowódców poszczególnych dywizji armii polskiej.
To zdecydowanie największy atut pisarstwa Wolffa, opisy walk są fantastyczne i spektakularne. Pod tym względem autor może bez problemów konkurować z Larrym Bondem, czy naszym rodzimym Marcinem Ciszewskim. Do tego dochodzi to, z czego słynie Vladimir Wolff, czyli walki wywiadów. Właśnie dla tych fragmentów warto sięgnąć po najnowszą powieść autora.

Niestety powieść ma też swoje gorsze strony, po raz kolejny musze skrytykować przedstawienie poszczególnych bohaterów, są mało wyraziści, a czytelnikowi ciężko będzie się z nimi identyfikować (wyjątkiem jest Pełczyński – szef II Oddziału Sztabu Głównego). Szkoda, że równie szybko jak czyta się książkę, zapomina się większość z przedstawionych w niej bohaterów. Pochwalić muszę kreację bohatera zbiorowego- żołnierzy Wojska Polskiego. Poprawie uległy dialogi, widać że autor wziął sobie do serca opinie czytelników i spróbował poprawić swój warsztat.

Jednak moim największym zarzutem są ogromne uproszczenia, jakich autor dopuścił się pisząc tę powieść, do których zresztą sam przyznał się w wieńczącym powieść posłowiu. Jest to jednak powieść rozrywkowa, więc mimo wszystko wybaczam autorowi wybranie w wielu miejscach akcji drogi na skróty, bo jak twierdzi sam autor” rzeczywista kampania byłaby bardziej skomplikowana”.

Pierwszy tom cyklu Kryptonim Burza spełnia jednak pewną rolę w naszej historii, odkłamuje komunistyczny mit zacofanej, słabo wyposażonej i wyszkolonej armii polskiej II RP. W czasach PRLu powszechne było wyśmiewanie kawalerii, jako formacji przestarzałej. Tymczasem jak w posłowiu pisze sam autor (pozwoliłem sobie ten cytat trochę uprościć): „W wielu zachodnich opracowaniach zwracano uwagę na dwa czynniki dające tej formacji przewagę nad wojskami zmechanizowanymi, niezbędna do transportu kołowego rozwinięta sieć dróg, która istniała tylko po zachodniej stronie Wisły, oraz problemy związane z zaopatrywaniem w materiały pędne.” Jednocześnie należy pamiętać, że wojska III Rzeszy, które najechały II RP w 1939 roku, były w sporej liczbie jednostkami konnymi.

Oczywiście jak w wypadku każdej recenzji książek z wydawnictwa Ender pochwalić muszę grafika (Mariusz Kozik), który stanął na wysokości zadania i przebił wszystko, co do tej pory stworzył. Okładka jest rewelacyjna. Jako pewnego rodzaju dodatek do właściwej treści samej książki otrzymujemy również całkiem przyjemną dla oka mapkę z hipotetyczną dyslokacją sił Wojska Polskiego przy wschodniej granicy w roku 1941, oraz ryciny z częścią uzbrojenia obu walczących stron znajdujące się na tylnym skrzydełku. Pochwalić należy również korektę, sporadyczne błędy mogę policzyć na palcach.  Na uwagę zasługuje także kończące powieść posłowie, w którym autor wyjaśnia to, co powinien – oraz obszerna bibliografia.

Pomijając te wszystkie zarzuty Odległe Rubieże to wyjątkowo dobra powieść z gatunku patriot fiction. Wartka akcja, fantastyczne opisy walk, ogromna dawka patriotyzmu. Ręczę, że po przeczytaniu kilku stron nie będzie można już się oderwać.













KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej